Eliza Wydrych-Strzelecka zarobiła milion złotych na swoich e-bookach

Sprzedała 16 tys. egzemplarzy książek kulinarnych i 10 tys. egzemplarzy książek o hashtagach dla tych, którzy chcą wycisnąć z Instagrama jak najwięcej. Zrobiła wszystko własnym sumptem, bez udziału wydawcy. Eliza Wydrych-Strzelecka złamała przy tym chyba wszystkie konwencjonalne zasady wydawania książek i… doskonale na tym wyszła.

Ubierzmy powyższe informacje w kontekst. Polska jest krajem, gdzie raptem 37 proc. populacji czyta choć jedną książkę rocznie, a zaledwie 3 proc. populacji czyta e-booki (według danych Biblioteki Narodowej). Co więcej, nawet ci, co e-booki czytają, są na nie skłonni wydać niespełna 20 zł (według danych Upolujebooka.pl). Zasadniczo wciąż pokutuje też przeświadczenie, że e-book to produkt „gorszy” od książki papierowej (bo przecież NIE PACHNIE!) i powinien być znacznie tańszy od książki drukowanej, choć są to kompletnie bezzasadne oczekiwania.

Co więcej, czytelnicy, którzy lubują się w formatach elektronicznych, korzystają zazwyczaj z formatów e-pub lub mobi, zależnie od tego, na jakim czytniku e-booków otwierają książki.

Polska jest też krajem, w którym obiektywnie mówiąc wciąż dominują tradycyjne formy wydawnicze, a nie licząc głośnych przypadków Michała Szafrańskiego, Arleny Witt czy Radka Kotarskiego self-publisherzy raczej sukcesu nie odnoszą.

Eliza Wydrych-Strzelecka

Tymczasem Eliza Wydrych-Strzelecka, znana społeczności internautów m.in. z prowadzenia bloga Fashionelka, wydała książki, które:

  • są dostępne wyłącznie w formie elektronicznej,
  • są dostępne w formacie PDF (inne można dostać na życzenie),
  • kosztują od 40 do 50 zł,
  • można je kupić wyłącznie na stronie autorki,
  • wydała samodzielnie, bez pomocy wydawcy.

W ubiegłym roku były to dwie książki kulinarne z przepisami „semiwegetariańskimi”, czyli dla osób, które chcą zerwać z mięsem, ale wolą zrobić to stopniowo, niż radykalnie z dnia na dzień porzucać produkty odzwierzęce.

Tegoroczne książki skupiają się zaś na hashtagach – w sklepie Elizy dostępny jest swoisty podręcznik, wyjaśniający o co z tymi hashtagami chodzi oraz 12 katalogów hashtagów, które ułatwiają markom i influencerom zwiększanie liczby wyświetleń zdjęć na Instagramie.

Jeśli przyjmiemy statystyczny, szary obraz czytelnictwa w Polsce i będziemy kierować się konwencjonalnym podejściem do tematu, według w/w podpunktów te książki nie miały szans na sukces.

Sama Eliza mówi, że znajomy ekspert powiedział jej, iż „jeśli sprzeda 500 egzemplarzy w ciągu miesiąca, będzie mogła być z siebie dumna”. Cóż, teraz Eliza z pewnością jest z siebie dumna, bo sprzedaż zarówno pierwszych, kulinarnych e-booków, jak i nowej serii kolekcji hashtagów dawno już przekroczyła 500 egzemplarzy.

Na moment pisania tego tekstu, e-booki kulinarne przyniosły autorce ok. 700 tys. zł przychodu, zaś świeżo wydane e-booki o hashtagach już teraz przyniosły ponad 350 tys. zł. Mówimy więc o ponad milionie zł przychodu ze sprzedaży książek, co – jak na polskie warunki – jest kosmicznym wynikiem.

Miałem przyjemność porozmawiać z Elizą Wydrych-Strzelecką i poznać cały proces od środka. I znalazłem kilka powodów, dla których w tym szaleństwie znalazła się metoda.

Zacznijmy jednak od podstawowego pytania – dlaczego e-book?

W kraju, gdzie e-booki to promil rynku wydawniczego, a nawet najwięksi zwolennicy self-publishingu mówią, że książki elektroniczne się po prostu nie opłacają, ona wypuściła wyłącznie e-booka, do tego w ograniczonej dystrybucji i bez planów poszerzenia jej o druk.

Jak sama komentuje swoją decyzję:

Przerażała mnie logistyka, znalezienie drukarni, magazynu. Lubię wpaść na pomysł i od razu przejść do realizacji, w przypadku druku to wszystko trwa znacznie dłużej.

E-book to świetna sprawa, piszę, składam, puszczam w świat. Nie muszę szukać drukarni i magazynu, nie ma obawy, że produkt się wyprzeda, nie mam zamrożonych pieniędzy w towarze, a proces sprzedażowy jest w pełni zautomatyzowany.

W pełni zgadzam się z tymi słowami. W Polsce nie mamy do dyspozycji dobrze rozwiniętych usług druku na żądanie, które umożliwiałyby samopublikującym autorom drukowanie pojedynczych egzemplarzy w miarę spływania zamówień, jak ma to miejsce za granicą.

Chcąc samodzielnie sprzedawać książki papierowe, jesteśmy w zasadzie skazani na wszystkie trudy logistyczne – magazynowanie, przechowywanie, obsługę zwrotów, etc., – a także na ponoszenie ogromnych kosztów wstępnych, by pierwszy nakład w ogóle wydrukować. Mało kto może sobie na to pozwolić, a jeszcze mniej jest osób, które chcą sobie zawracać tym głowę.

Tymczasem koszt przygotowania e-booków kulinarnych, które Eliza Wydrych-Strzelecka wydała rok temu, zamknął się w 12 tys. zł. Koszt jest wysoki, gdyż obejmował konsultacje z dietetykiem, skład, redakcję, korektę i inwestycję we wtyczki niezbędne do postawienia sklepu internetowego.

Nowe e-booki o hashtagach powstały w zasadzie bezkosztowo. Autorka przygotowała je samodzielnie w serwisie Canva, stosując płatne szablony. To proste, przystępne w obsłudze narzędzie, z którego skorzystać może każdy. A efekty – przynajmniej w mojej ocenie – są w pełni satysfakcjonujące.

Co więcej, Eliza poprzedziła decyzję o wydaniu e-booka dokładną analizą rynku.

Przeprowadziłam ankietę wśród moich odbiorców. Wzięło udział prawie 4000 osób. Większość odpowiedziała, że gdyby do wyboru była wersja papierowa, kupiliby papier.

Nasuwa się więc prosty wniosek – książka papierowa zabiłaby sprzedaż e-booka. Stąd też decyzja autorki o porzuceniu analogowego formatu na rzecz cyfrowego.

Jak jednak doszło do tego, że udało się sprzedać aż tyle egzemplarzy w tak krótkim czasie? Wyodrębniłem kilka kluczowych czynników.

1. Produkt musi rozwiązywać jakiś problem.

Bardzo podoba mi się podejście Elizy do książek, bliższe biznesowej analizie rynku niż autorskim uniesieniom.

Eliza nie tylko pisze własnego bloga i prowadzi popularny profil na Instagramie, ale też pomaga influencerom, robi szkolenia i audyty. Współpracując z grupą docelową swojej książki dostrzegła lukę, którą mogła zapełnić:

Pracując z influencerami zauważyłam, że wszyscy popełniali ogrom błędów w temacie hashtagów. Wiedziałam, że muszę stworzyć publikację, która im to wszystko wytłumaczy. Miałam jednak świadomość, że sama wiedza to za mało, ludzie potrzebują narzędzia. Ręczne szukanie hashtagów jest zbyt czasochłonne i pracochłonne, dlatego stworzyliśmy z mężem 12 katalogów hashtagów tematycznych. Od roku tworzyłam sobie katalogi dla swoich potrzeb i widziałam, że to zdaje egzamin. Moim zadaniem było przekonać odbiorców, że u nich też to się sprawdzi.

Nie wystarczy jednak dostrzec problem. Podobnie jak w przypadku innych udanych biznesowo produktów, kluczem jest edukacja odbiorców i wyjaśnienie im, w jaki sposób dany produkt (w tym przypadku – książki o hashtagach) mogą im pomóc.

To jest rola każdego twórcy, który chce coś sprzedać, by wyjaśnił ludziom, dlaczego potrzebują produktu.

2. Autor musi wzbudzać zaufanie.

Oczywiście nie byłoby sukcesu książek, gdyby nie sama postać autorki. Eliza Wydrych-Strzelecka znana jest w środowisku od lat. Dzięki 10-letniemu doświadczeniu w prowadzeniu bloga, jest uznawana za eksperta, co bez dwóch zdań przekłada się na większe zaufanie do produktu, który oferuje.

Gdyby podobne katalogi hashtagów wypuściła osoba mająca 300 obserwujących na Instagramie, która założyła konto miesiąc wcześniej, użyteczność takich książek w oczach odbiorców byłaby znacznie niższa, przez wzgląd na niską wiarygodność autora.

Eliza nie wyolbrzymia jednak udziału swojego bloga i marki osobistej „Fashionelki” w sukcesie nowych e-booków:

Nie sądze by miało to aż tak duży wpływ. Prawda jest taka, że spora część mojej instagramowej społeczności, nie ma pojęcia kim jest fashionelka. Mój nick na instagramie to elajza. Wiele osób nie kojarzy mnie z blogiem, albo obserwuje mnie od roku czy dwóch lat.

Eliza dodaje też, że nie wystarczy wyrobiona marka osobista czy doświadczenie:

Jest bardzo dużo części składowych. M.in wiarygodność, autentyczność, wartość, jakość czy pasja. Uwielbiam zarażać ludzi swoją pasją, skutecznie przekonuję ich, że to, co robię, jest wartościowe. Ludzie zawsze pójdą za wartościowymi rzeczami.

3. Znaj swoich odbiorców.

Nie wystarczy zidentyfikować problem i zaproponować rozwiązanie. Trzeba jeszcze zaproponować to rozwiązanie w formie, która najbardziej odpowiada odbiorcom.

Eliza od początku przeprowadzała swoich odbiorców przez cały proces powstawania e-booków, angażując ich w niego na każdym etapie i budując bezpośrednią relację jeszcze zanim produkt ujrzał światło dzienne.

Ta znajomość odbiorców to również główna odpowiedź na to, dlaczego książki Elizy Wydrych-Strzeleckiej ukazały się wyłącznie w formacie PDF. Autorka zapytała odbiorców i okazało się, że – wbrew temu, co mogą uważać czytelnicy serwisów technologicznych – dla większości osób e-book to nadal terra incognito, nieznana technologia, która może stanowić barierę w odbiorze.

Wszyscy jednak znają format PDF, który jest z nami od lat. Gdy więc Eliza pytała odbiorców, w jakim formacie chcą otrzymać książki, PDF był na pierwszym miejscu, zaś – teoretycznie powszechne i popularne – e-pub i mobi dostępne są na życzenie.

W praktyce okazało się, że Eliza dobrze zrobiła, nie idąc za powszechną praktyką wypuszczania książki w każdym możliwym formacie i skupiając się wyłącznie na potrzebach swoich odbiorców:

Na 16 tys. egzemplarzy książek kulinarnych tylko 5 razy poproszono mnie o książę w formacie e-pub lub mobi. W takiej sytuacji wprowadzanie ich do sprzedaży nie ma sensu.

Decyzja o pozostaniu przy formacie PDF ułatwiła też zabezpieczenie książki przed nielegalnym kopiowaniem – każdy sprzedany PDF zabezpieczany jest znakiem wodnym podczas sprzedaży w sklepie. W przypadku e-pubów i mobi takiej możliwości nie ma, konieczne byłoby zabezpieczenie pliku DRM-em.

Słuszność decyzji o pozostaniu przy PDF-ach ma też odzwierciedlenie w zachowaniu odbiorców. Przyznaję, sam sądziłbym, że najpopularniejszym sposobem czytania e-booków jest czytnik, może aplikacja na tablecie. Tymczasem, jak mówi Eliza:

Moi czytelnicy najczęściej czytają na smartfonach. Drugie miejsce zajmuje komputer, dopiero potem tablet, a czytnik e-booków jest na szarym końcu.

4. Znaj swoje kanały sprzedaży.

Powszechną praktyką na rynku wydawniczym jest „być wszędzie”. Powszechna praktyka nakazuje, by książka dostępna była w każdym sklepie, w każdym formacie, by zmaksymalizować szansę zakupu.

Eliza Wydrych-Strzelecka podeszła do tematu zupełnie inaczej.

Książki dostępne są wyłącznie w jej własnym sklepie, dzięki czemu autorka zachowuje pełną kontrolę nad procesem sprzedażowym i nie musi zawracać sobie głowy pilnowaniem plików rozsianych po dziesiątkach e-księgarni.

Ułatwia to również działania marketingowe. Jak sama przyznaje, nie wydała do tej pory ani złotówki na konwencjonalną reklamę, czy to w mediach społecznościowych, czy w Internecie w ogóle.

Głównymi narzędziami promocji i sprzedaży jest newsletter i Instagram, a szczególnie Insta Stories, które oglądane są przez 30-40 tys. osób. Eliza regularnie edukuje swoich odbiorców i mówi o swoich produktach, umożliwiając bezpośrednie przejście do strony zakupowej poprzez funkcję swipe-up wewnątrz Insta Stories.

W ramach newslettera odbiorcy otrzymują sporo bonusowych treści, np. okolicznościowe katalogi hashtagów, obejmujące 200-400 haseł.

Śledzę świat self-publishingu od lat, zarówno w Polsce, jak i za granicą, i taktyka sprzedaży bezpośredniej bardzo, ale to bardzo rzadko jest uznawana za najlepszą. Tymczasem Eliza Wydrych-Strzelecka udowodniła, że znając swoich odbiorców i dobrze dobierając kanały sprzedaży można wykręcić sprzedaż nieosiągalną dla znakomitej większości wydawców czy samopublikujących autorów.

Można się oczywiście sprzeczać, że taka forma wydawnicza nie zawsze się sprawdza. Że nie dla każdego e-book będzie jedyną właściwą drogą i nie każdy ma do zaoferowania produkt trafiający w potrzeby tak specyficznej niszy.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że autorka dokonała czegoś wielkiego, sprzedając tysiące książek w formacie elektronicznym, podczas gdy niemal każdy mówił jej, że to nie ma prawa się udać. Szczerze? Sam byłbym jedną z tych osób i gdybym nie zobaczył na własne oczy i nie porozmawiał z Elizą, nie wierzyłbym, że w Polsce można tak dobrze zarobić na sprzedaży samych tylko e-booków.

Zostało więc tylko pogratulować.

Eliza Wydrych-Strzelecka złamała wszelkie reguły i dobrze na tym wyszła. Teraz chce o tym opowiedzieć.

Cała wiedza, jaką autorka zdobyła na potrzeby przygotowania swoich e-booków oraz jaką nabyła w procesie ich wydawania, trafi do kolejnego e-booka – tym razem będzie to swoiste case-study, będące jednocześnie swego rodzaju biblią self-publishingu.

Co ciekawe, będzie to bardzo drogi – jak na polskie standardy – e-book. Książka ma kosztować aż 299 zł. Zapytałem Elizę, z czego wynika ta cena:

Nowy e-book będzie bardzo drogi, bo jest pełny wiedzy eksperckiej. Zawiera wywiady z ekspertami różnych dziedzin – pracownikami wydawnictw, prawnikami, księgowymi. Będzie narzędziem do zarabiania pieniędzy. Przeprowadza za rękę przez absolutnie cały proces wydawniczy.

Eliza podkreśla też, że studium jej przypadku to tylko część zawartości e-booka:

Moim celem jest pokazanie, że jest milion różnych ścieżek self-publishingu.

Sam jestem ciekaw, czy faktycznie doczekamy się w końcu w Polsce pełnego, udanego kompendium wiedzy na temat self-publishingu. To z pewnością potrzebny produkt, gdyż istniejąca wiedza jest bardzo pofragmentowana, a dotarcie do niej wymaga czasu i nie lada determinacji. Czy jednak znajdzie się rzesza chętnych, skłonna zapłacić 300 zł za tak niszowy produkt?

Cóż, Eliza Wydrych-Strzelecka już udowodniła, że potrafi dobrze wyczuć rynek i jego potrzeby. Niewykluczone więc, że i tym razem się uda, tym bardziej, że przedsięwzięcie zaliczyło już bardzo udany start:

Na listę osób zainteresowanych e-bookiem o wydawaniu e-booków w ciągu doby zapisalo się 2500 osób. Informacja o liście poszła póki co tylko na Insta Stories. Wygląda na to, że wydawanie e-booków to nie taki niszowy temat, jakby się mogło wydawać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *