Foto-środa: skoro meble, samochody, smartfony i modelki to rendery, to po co nam jeszcze aparat?

Ma na imię Shudu. Jest czarnoskórą modelką pracującą przy sesjach zdjęciowych high fashion dla Vogue’a, Elle i Cosmopolitan. Jest świetna: perfekcyjnie realizuje wizję dyrektora kreatywnego, ma idealnie wypracowane pozy i ekspresję twarzy. Po sesji wraca do swojego folderu w pamięci komputera. Shudu tak naprawdę nie istnieje w realnym świecie.

Shudu pracuje w The Diigitals. To pierwsza agencja modelingu, która nie korzysta z usług prawdziwych modelek, ale z modeli 3D. W The Diigitals pracuje obecnie siedmioro modeli, w tym Galaxia, postać z innego świata.

the diigitals

Agencja realizuje sesje zdjęciowe dla topowych magazynów modowych. Jest to pierwsza próba zastąpienia modelek realistycznymi modelami 3D.

To także pierwsza próba zastąpienia fotografów mody artystami 3D.

Zastanówmy się nad tym: modowa sesja zdjęciowa generuje ogromne koszty. Trzeba wynająć przestrzeń, zapłacić fotografowi i modelce, zadbać o sprzęt, o pion oświetleniowy, o make-up, stylistę i dyrektora kreatywnego. Na planie jest sztab ludzi, od których zależy efekt sesji. Do tego dochodzą kwestie logistyki związane z transportem i organizacją planu.

Czy nie byłoby łatwiej, gdyby taką sesję można było zrobić bez opuszczania biura? Jak wielką wygodą byłaby możliwość zapisania makijażu i stylizacji na później, by zmieniać je bez straty czasu i bez generowania dodatkowych kosztów?

the diigitals the diigitals

Taki właśnie cel obrała agencja The Diigitals. Wszystko zaczęło się w 2018 roku, kiedy grafik Cameron-James Wilson stworzył przypadkowo postać Shudu i postanowił wykorzystać ją jako cyfrową modelkę.

Taniej, szybciej, efektywniej. I zaskakująco realnie.

Najbardziej uderza fakt, że modele agencji The Diigitals potrafią wyglądać na pierwszy rzut oka jak ludzie. Jest to niejako pokłosiem obecnego stanu rynku fotografii modowej. Sesje modowe są retuszowane w bardzo mocnym stopniu, dzięki czemu można uzyskać idealną cerę i makijaż. Ta perfekcja sprawia, że fotografowani modele potrafią wyglądać nierealnie. Na podobnym poziomie nierealności stoją cyfrowi modele The Diigitals.

the diigitals

Takim zdjęciom nie towarzyszy dolina niesamowitości, czyli dyskomfort wywołany u obserwatora zbytnim podobieństwem do prawdziwego człowieka, pomieszanym z przeświadczeniem, że oglądamy sztuczny twór.

The Diigitals działa na podobnym poziomie, co trójwymiarowy model Leii i Tarkina odwzorowany w nowych częściach Gwiezdnych wojen. Czujemy, że „coś jest nie tak”, ale zrzucamy to na karb zbyt intensywnej obróbki realnego materiału.

Cyfrowi modele to także duża odpowiedzialność. Twórcy nie mają ograniczeń. Mogą tworzyć nowe, nieosiągalne standardy piękna, które mogą się odbić na psychice młodszych odbiorców. Jest to więc zupełnie nowy poziom odpowiedzialności.

Skoro udało się w katalogu Ikei, dlaczego miałoby się nie udać w modelingu?

Nie jest tajemnicą, że stworzenie serii renderów jest dużo tańsze od stworzenia serii zdjęć. Wykorzystuje to Ikea, i to już od 2004 roku. To wtedy pierwszy raz postawiono na trójwymiarowe modele mebli. Dziś praktycznie całe katalogi Ikea są fotorealistycznymi renderami. Technika renderów wnętrz osiągnęła taki poziom, że właściwie nie da się go odróżnić od faktycznego zdjęcia.

To samo obserwujemy w innych dziedzinach reklamy. Samochody? Dziś większość reklam motoryzacyjnych bazuje na renderach. Robienie zdjęć to obecnie wybór artystyczny, porównywalny do nagrywania filmów na taśmie, zamiast cyfrowego zapisu.

Autor: Tylor James https://www.chaosgroup.com/gallery/profile/taylor-james

Nie inaczej jest w naszej branży nowych technologii. Tylko spójrzcie na strony topowych producentów elektroniki. Nie znajdziecie tam zdjęć. Wszędzie widać rendery.

Fotografia reklamowa ma mglistą przyszłość.

Postęp technologiczny w segmencie grafiki 3D jest w ostatnich latach nieprawdopodobny. Widok Beckhama rozmawiającego na jednym ujęciu reklamy w 9 językach powoli przestaje mnie dziwić, a to przecież dopiero początek.

Jeśli przyszłość w reklamie, to raczej nie ISO i migawka, a CGI i VFX.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *